SMREK 1992

GALERIA ZDJĘĆ

S/Y "SMREK" Długość całkowita: 10m, powierzchnia ożaglowania: 40m2, załoga: 6

sterowanie 'na kompas'

Znam smak wody i zapach wiatru z jezior, rzek, zalewów, zatok i pełnego morza. Lubię pogodne, ciepłe dni pełne słońca i wiatru. Lubię być niesiony wiatrem ze wszystkim co moje: namiotem, śpiworem, koją, przyjaciółmi i dobrą wałówką. Nie lubię zimna, śmierdzących sztormiaków i deszczu na okularach krótkowidza. Morze było źródłem wielu moich cierpień i lęków. Przez lata żeglugi i tysiące kapitańskich mil towarzyszyła mi moja własna morska choroba. Po co więc ciągle żegluję? Długo nie wiedziałem.
Ponad dziesięć lat temu zabrałem swoje dzieci na morze. Osiemnastoletnią Magdę, czternastoletniego Wojtusia i dziesięcioletniego Marcinka. Wybrałem trasę, która wydawała się łatwa: z Kołobrzegu przez Bornholm do Gdyni. Sześcioosobowa załoga na mały jachcie "Smrek". Wyszliśmy z Kołobrzegu w środę 5 sierpnia przed południem. Wiatr był SW - W, najpierw 4B, potem mniej. Dzień był koszmarny z powodu chorującej młodej załogi. W czwartek rano byliśmy w Nexo. W ciągu dnia zwiedziliśmy okolicę, a załoga ozdrowiała.
Na Chrisianso cumowaliśmy następnego dnia, w piątek. Całą noc halsowaliśmy, by wrócić na Bornholm, do Allinge. Długa piesza wycieczka na przylądek Hammerodde. Po późnym obiedzie ruszyliśmy w morze. Na chwilę weszliśmy do małego portu Hammerhaven, na zachodnim wybrzeżu wyspy. Nad portem góruje największa ruina Europy - średniowieczny zamek Hammerhus. Miałem już całkiem odmienioną załogę. Dopisywały apetyty i humory. Nocą cumowaliśmy w Hasle. Nie obejrzeliśmy prawdziwych, bornholmskich wędzarni śledzi, ani niczego, co może zaoferować Hasle. Wrócimy tam kiedyś z większą gotówką.
W niedzielę rano wypadało nam wracać do domu pod wschodni sztorm. Ciepło, lecz 7 - 8B przeciwnego wiatru. Idziemy na południe do wieczora i przez całą noc. Nie ma śladów morskiej choroby! Chłopcy już umieją sterować na wiatr i wg kompasu. Nie wiem, co myślą, ale chyba im się podoba. Rano wiatr zmienia kierunek na południowy, 4 - 5B. Wynika stąd bardzo szybka żegluga bez fali. Niż nas dopadł wieczorem pomiędzy Stillo i Czołpinem. Żegluga podobnie szybka, ale już z falą. Fala jednak nikomu nie przeszkadza. Trawers Władysławowa we wtorek o 6:10 rano. Kilkanaście godzin później byliśmy w Pucku.
Bilans rejsu to prawie 400Mm i prawie 100 godzin pod żaglami. To nie były zwykłe mile i zwykłe godziny na morzu. To była pierwsza morska przygoda Kapitana Wojciecha Siodelskiego, mojego dorosłego syna, który - pomimo młodego wieku - zdążył w żeglarstwie przerosnąć ojca wiedzą stażem i doświadczeniem. Teraz wiem, po co mi było warto żeglować.

Gdańsk, 13 stycznia 2003r.

Kapitan Andrzej Siodelski


Copyright by W.Siodelski 2002
Strona Główna Mapa Serwisu