 |
W lipcu 1996 roku na "Politechnice Gdańskiej"
po raz pierwszy w życiu pełniłem funkcję I oficera. Byłem odpowiedzialny za nawigację. GPS-y nie były powszechne.
Prowadziliśmy nawigację zliczeniową i pilotową.
Choć obecnie praktycznie na każdy rejs zabiera się GPS-a dla wygody, warto jest czasem spróbować tradycyjnych
metod. W trakcie tego rejsu miałem możliwość nawigować w taki tradycyjny sposób na wodach Zatoki Kilońskiej,
w Cieśninach Duńskich, na obszarze południowego Bałtyku. Zyskałem w tym czasie duże doświadczenie w
samodzielnym prowadzeniu wachty i nawigacji. Kapitanem był mój ojciec. Pozwalał mi manewrować
przy podejściach i odejściach do nabrzeża. To były momenty, które lubiłem najbardziej.
Ten rejs dał mi motywację do zdobywania kolejnych stopni żeglarskich. |