 |
W końcu grudnia 2002 wybrałem się po raz pierwszy w życiu w Tatry.
Przekonała mnie do tego moja dziewczyna. Pierwszego dnia po 11 godzinnym chodzeniu byłem pewny, że nie spodoba mi
się tak męczący rodzaj wypoczynku. Następne dni przyniosły odmianę.
Nauczyłem się respektu i pokory względem gór. Co raz
większą przyjemność i satysfakcję dawało mi zmęczenie.
Trzeciego dnia weszliśmy na Giewont i dalej przez Kopę Kondracką na Kasprowy Wierch. Po drodze spotkaliśmy się z górską
kozicą! Pogoda była piękna. Mróz, słońce i brak wiatru.
Szóstego dnia weszliśmy na przełęcz Zawrat w głębokim po uda śniegu i wracając
przeszliśmy po zamarzniętym Czarnym Stawie Gąsienicowym. Wtedy już wiedziałem, że górskie wędrówki staną się dla mnie
narkotykiem do końca życia.
|